Polityka, dobre żarcie, kultura, wspomnienia i bieżące przemyślenia.
czwartek, 04 lutego 2010
List

....Proszę Drogich i Szanownych Czytelniczek oraz Czytelników!
Będzie poważniej, niż zwykle. La vie. Jestem Wam winien wyjaśnienie:

Zastanawiałem się, czy bloga na czas jakiś nie zawiesić. Mam w tej chwili bardzo skomplikowaną sytuację rodzinną, która nie ułatwia mi pisania.
Pisanie dla Was traktowałem i traktuję poważnie, co zdajecie się doceniać. Nie mam prawa narzekać na brak zainteresowania wśród Was, moich „czytaczy”, a wspomniana kilka dni temu liczba ponad pół miliona odwiedzin bloga daje mi sporo satysfakcji.

Blog „Ten kraj mnie wkurza”, jego pisanie, dawno już stał się integralną częścią mojego dnia, i – w co nadal trudno mi uwierzyć – znacząco odmienił moje życie. Na lepsze.

Proszę Was o wyrozumiałość, jeśli trochę pomilczę. Będę starał się pisać, ale w najbliższym czasie będzie to pewnie nie tak częste, jak dotychczas.

Ukłony, Wasz Af.

Internetowe Dzienniki Biegowe
22:40, trawozerca , Myśli
Link Komentarze (6) »
środa, 03 lutego 2010
Rozum

..Gdy byłem małym chłopcem obiecałem sobie, że będę się starać  gdy dorosnę  nie mówić "za moich czasów". Różnie mi wychodzi wywiązywanie się z tej obietnicy, ale przynajmniej się staram.
Bo poszczególne pokolenia jednak trochę się od siebie różnią. Moja babcia  uczyła mnie mozolnie kultury, pewnego delikatnego poczucia humoru - podsuwając mi na przykład przedstawienia kabaretu "Dudek".
Takiej wrażliwości w dzisiejszym świecie, jak dawniej w teatrze na scenie, ja  od lat osiemdziesiątych XX wieku już nie widzę.
Twórcę kabaretu "Dudek", Edwarda Dziewońskiego, poznałem wiele lat temu w Teatrze Muzycznym w Gdyni, dokąd przyjechał reżyserować. Dziś u mnie jeden z ulubionych skeczy "Dudka"  w wykonaniu Jana Kobuszewskiego  monolog pt "Rozum". Temat niezmiennie aktualny.



Internetowe Dzienniki Biegowe
wtorek, 02 lutego 2010
Komiwojażer z elektronicznym papierosem

...
Ludzie to kretyni. A palenie papierosów jest tego dowodem.
Zaczęli mnie intrygować ludzie, którzy palą papierosy. Intrygować, dziwić - nie: irytować.  Czynność palenia staje się dla mnie potwornie absurdalna.  Nie palę 5 miesiąc, i zmieniła mi się perspektywa.

Parę dni temu jechałem z B. na narty jej samochodem. B. zapaliła papierosa a ja myślałem, że zwymiotuję. Mój organizm już nie chce nikotyny i dymu. Nie wierzyłem, że to możliwe po tylu latach palenia.

W sklepie z AGD znajduję stoisko z elektronicznymi papierosami. Ostatnio szczyt mody. Szczyt wiochy? Jak piwo bezalkoholowe albo, pardon, lalka z seks shopu. Sprzedawca pali elektronicznego papierosa i tłumaczy mi jak to działa. Pokazuje kartridże, zbiorniki z nikotyną i ładowarkę do samochodu. Zaciąga się parą wodną „Zero procent”.  Co to kurwa jest?  Miałem ochotę powiedzieć sprzedawcy, że wygląda z tą rurką w ustach jak debil.
Podstawowa prawda handlarzy kartridżami z nikotyną jest taka, że sprzedają ludziom dozowniki z trucizną. Po co?

A. mi czyta do snu angielskie artykuły o raku płuc. Mówi, że prawdopodobieństwo raka płuc spada wyraźnie dopiero po kilkunastu latach. Słucham i mi nie do śmiechu. Z drugiej strony, przecież nigdy nikt mnie nie zmuszał do palenia. A teraz, gdy rzuciłem, nie widzę innej opcji. Że nie naprawię wszystkiego złego, co sobie wyrządziłem papierosami? Nie widzę lepszej drogi od tej, którą podążyłem.

Opowiedziałem A. film dokumentalny, który zapamiętałem z dawnych lat. O facecie, który po operacji tchawicy wsadza sobie papierosa do dziury w gardle, żeby się zaciągnąć dymem. Nie mówię A., że taki stan uzależnienia od nikotyny był dla mnie na wyciągnięcie ręki.

Gdyby parę lat temu ktoś mi powiedział, że będę takie rzeczy wypisywać o paleniu, to bym go wyśmiał…  Byłem wojującym bojownikiem o prawa palaczy.  Trochę żałosne, nie?



Znowu... Flash & the Pan....




Internetowe Dzienniki Biegowe
11:08, trawozerca , Myśli
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 01 lutego 2010
Natręctwo




...na przymus wpisywania w Guglach dziwnych haseł :)




W dziale muzycznym dziś garść wspomnień:  miałem przed laty patent, jak oszukać takich, którzy gardzili muzyką pop. Mówiłem, im więc na przykład, że słucham grupy Flash & the Pan. Wtedy to, czego słuchałeś definiowało ciebie w oczach otoczenia podobnie, jak w pokoleniu moich rodziców przeczytane książki. A ja lubiłem Italo Disco i "Tytusa, Romka i A'Tomka". Hehe.

Fajna muza i dziś (remix). Enjoy.


Internetowe Dzienniki Biegowe
21:11, trawozerca , Myśli
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 stycznia 2010
Zapomniałem wymyślić tytuł, i co teraz? :)

Cześć leniuszki!
Przykro mi, ale mam złe wieści - dalej jestem szczęśliwym człowiekiem. Endorfin mam w sobie tony!

No niestety. Pomimo, że coś mnie przy bieganiu pobolewa prawa noga, więc może ktoś się zaraz ucieszy i pozaciera ręce. Nie zaprzeczajcie, wiem dobrze, ile bezinteresownej radości daje widok człowieka, który się potknie i wyłoży! Zwłaszcza w Polsce.

Dalej biegam i jest cudownie. Śnieg dziś był straszny, miękki i mokry. Okropieństwo. Lepiej się biega przy mrozach poniżej -15C.

Wiem, że taki stan ciągłej euforii nie może trwać wiecznie, ale nauczyłem się cieszyć chwilami. A ostatnio mam powódź pięknych chwil. Mówiąc kolokwialnie – jest zajebiście! Załączam zdjęcie z dziś. Pozdrowienia z Sopotu. Biegajcie. Kochajcie życie, które jest piękne i kochajcie ludzi. Chociaż niektórych! ;)

Miłego weekendu!  Pozdrawiam całe pół miliona - bo już więcej niż tylu z Was mnie na blogu odwiedziło! xD







A zaśpiewa sobie lirycznie dziś Michael Jackson [feat 3T]. I co mi teraz zrobicie? ;)


Internetowe Dzienniki Biegowe
czwartek, 28 stycznia 2010
The day before you came - ciąg dalszy

To zapewne od tego biegania mam tak doskonały nastrój, więc dziś zaśpiewamy wczorajszą piosenkę w trochę wyższej tonacji. Blancmange - "The day before you came" Abby po raz wtóry :)

Jedziemy. Znaczy się - śpiewamy! :)

 
Internetowe Dzienniki Biegowe
06:44, trawozerca , Mjuzik
Link Komentarze (3) »
środa, 27 stycznia 2010
The day before you came

Krótko i na temat: ABBA, o której pisałem na blogu wielokrotnie, to zespół, w którego muzyce jestem zakochany niezmiennie od dzieciństwa. Jeśli są we mnie jakieś dobre iskierki, to zawsze potrafię to, co czuję, zilustrować ich muzyką.

Dziś biegałem to jednego z ostatnich,  jakie kiedykolwiek powstały, utworów grupy ABBA  pt "The day before you came". Oto i ta piosenka. 

Dobrego dnia, robaczki. :)


Internetowe Dzienniki Biegowe
15:08, trawozerca , Mjuzik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Running z Fejsbuka

Cześć leniuszki, dziś krótki import z Facebooka. Wybieganie 17km i znowu fun! Dolce vita! :)
Tak mniej więcej - jak na filmie poniżej - wygląda moje codziennie, zimowe wybieganie. Sorry że kadr fruwa, ale nie daję rady biegać, śpiewać, filmować, nagrywać. No bez przesady :)

Traktujcie to więc jako serię paru ujęć poglądowych. Miejsce akcji - Sopot, 25.01.2010.
Nie pytajcie skąd ta muzyka, grała mi dziś do biegania i dlatego ta, a nie inna. Kropka. Peace. :)


Internetowe Dzienniki Biegowe
sobota, 23 stycznia 2010
Tańczący w śniegu

...- A ten znowu o bieganiu – już słyszę te wasze wzdychanie.

Owszem, znowu o bieganiu. Bieganie po śniegu jest trudniejsze, niż „normalne”, po twardej nawierzchni. Są podobno specjalne buty z kolcami do biegania po śniegu, ale ich nie posiadam. Biegam przemiennie  w 2 zestawach wyczynowych Asicsów, które są zaprojektowane nie do końca do zasuwania po śniegu w temperaturze prawie -20C.

Dlaczego bieganie po śniegu jest trudniejsze? Ano dlatego, że  prewencyjnie, mocniej niż zwykle napina się mięśnie okolic kostki po to, aby podczas biegu stopa nie uciekła i nie pośliznęła się.  Takie bieganie jest na odcinkach sporo ponad 10km wyczerpujące, a mnie samego od paru dni pobolewa z tego powodu lekko prawa noga. 
Poza tym, inny śnieg jest w Sopocie (biały i ubity), a inny w Gdańsku (breja z piaskiem).

Zrobiłem jednodniową pauzę w treningu, bo muszę dbać o nogi. Następnych mi nikt nie kupi. Ze smutku, że odpuściłem   codzienne wybieganie, poszedłem do sklepu i zżarłem cały kilogram lodów bakaliowych, za co długo będę smażyć się w piekle.

Wracając do treningów biegowych: Przy takich mrozach jak teraz, podczas biegów bywa zimno w buzię oraz w palce rąk. Cała reszta ciała, włączając w to palce stóp,  jest prawidłowo ogrzewana podczas biegu. Organizm nie ma jak i kiedy się wyziębić przy tętnie w granicach 140-160bpm.  Mięśnie twarzy i dłoni, jako nieliczne nie mają  co do roboty podczas biegu, i stąd łatwiej o wyziębienie.

Większość moich znajomych uważa, że zima nie jest od sportu. To bzdura.
Zapamiętajcie: Zima + Bieganie = Wielka Miłość. :)  Dla początkujących ważna jedna rada – trzeba dbać o to, aby podczas zimowego wybiegania nie wyziębić organizmu. Jeśli zrobicie sobie podczas biegu „przerwę”, wyziębicie się – to sobie nagrabicie i infekcja dróg oddechowych gotowa.

Plusy: po przebiegnięciu minimum kilkunastu kilometrów wracacie do domu z takim powerem, taką ilością endorfin, że macie ochotę tańczyć na ulicy, i macie głęboko w dupie, co ludzie powiedzą.
Ja parę dni temu tak właśnie zasuwałem po centrum handlowym w Gdańsku. A co mi tam? Raz się żyje!

Niedowiarkom powtarzam - endorfiny wydzielane podczas intensywnych treningów biegowych działają podobnie jak morfina. Tyle, że bieganiem nie robicie sobie krzywdy, a wręcz przeciwnie. 
Przypadkowo więc odkryłem, czym się szprycować tak, żeby być na haju i przy okazji być od tego zdrowszym. Biegać, biegać, biegać!


PS. Jutro mnie porywają na narty (!).
Będzie mnie można więc prawdopodobnie (?) spotkać w Wieżycy. Fun, fun, fun!

Internetowe Dzienniki Biegowe
czwartek, 21 stycznia 2010
Pięknie w skowronkach

Nie mam wiele do powiedzenia. Biegam codziennie po śniegu, i czyni mnie to baaardzo szczęśliwym człowiekiem. Temperatura w ciągu dnia -6C/21.2F, bezwietrznie, śnieg i słońce. Optymalna pogoda. Taki mróz mógłby trwać bez końca. Szkoda tylko, że wiem, że nic nie trwa wiecznie...

Czuję się ze moim bieganiem pięknie. Piękna jest też piosenka Skaldów, którą znam na pamięć jeszcze z czasów dzieciństwa. Miałem ich płytę winylową. Jeszcze w przedszkolu  tę piosenkę śpiewałem stojąc przed telewizorem, gdy nikt nie widział. A może widział?
Piękne, piękne, piękne. „Cała jesteś w skowronkach”.


Internetowe Dzienniki Biegowe
środa, 20 stycznia 2010
To nie jest porno

Skoro nie mogę w tym kraju oddać honorowo krwi, to z okazji zimy i mrozów trochę zdjęć ładnych lasek i piosenka pod tytułem "Love for the weekend" o pani z hotelu, w którym wyłączają prąd, jest trzęsienie ziemi, i tak dalej. Pani ma koszulkę z poetyckim napisem "Blow me" i ADHD.  Ładnych lasek nigdy dosyć. Podstawa.

Głośniki na full. Niech sąsiadom szyby z okien wylecą. Zdrówka!





















Internetowe Dzienniki Biegowe
20:12, trawozerca , Mjuzik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 stycznia 2010
Dług

..Postanowiłem zastać honorowym krwiodawcą. Wybieram się zrobić odpowiednie badania. I ciekaw jestem, czy przejdę wszystkie testy. Przyszło mi do głowy, że teoretycznie, mógłbym przecież być nosicielem HIV, AIDS i  paru innych wesołych chorób. Przyjaciele uspokajają, że gdybym był zainfekowany, to bym się nie mógł opędzić od wizyt swoich byłych wielbicielek oraz ich prawników. Coś w tym jest.

Nie wnikając w przyczyny, które mnie skłaniają do oddania własnej krwi, faktem jest, że dawno temu ktoś mi tej krwi podarował ładnych parę litrów.  Wtedy gdyńscy lekarze uratowali mi nogę. Bez tej krwi w 1980 roku bym  kopnął w kalendarz, a dziś z pewnością nie biegał.

Może tak będę mógł spłacić trochę dług? Może.

Coraz wyraźniej dostrzegam sens balansu w życiu. Coś dostajemy. Coś dajemy. Niekoniecznie od razu. Chodzi o to, żeby dostrzec, pojąć wagę równowagi. Wtedy jest ok. Jeśli równowagi brak,  za dużo  zabieramy innym, i za mało dajemy w zamian, wtedy krzywdzimy ludzi dookoła i jest do kitu. 


Update. 20 stycznia 2010

Właściwie nie wiem, co mam teraz powiedzieć.  Dzień zacząłem treningiem biegowym wyjątkowo bardzo wcześnie rano. Jeszcze po ciemku. Chciałem pobiegać przed oddaniem krwi.
Moja wizyta w Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa zaczęła się sympatycznie. Miłe panie pobrały mi krew do badań, dostałem do wypełnienia ankietę, ciasteczka i pieniążek do automatu na darmową kawę. Badania wypadły pomyślnie  i czekałem na swoją kolej do oddania krwi.

..Lekarz jednak mnie nie dopuścił. Fail. Czuję się z tym idiotycznie. Zostałem zdyskwalifikowany jako dawca krwi dlatego, że w latach osiemdziesiątych przebywałem ponad pół roku na terenie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, i stałem się według Polaków potencjalnym nosicielem złych prionów i choroby wściekłych krów (BSE). Czy jakoś podobnie.
Moje pytanie zadane lekarce, skąd w takim razie Anglicy biorą krew do transfuzji pozostało bez odpowiedzi. Rozumiem więc, że aby honorowo oddać krew będę musiał wyjechać do Wielkiej Brytanii.

Tak, "ten kraj mnie wkurza".



Zaśpiewa Laura Pausini "La Solitudine". Ulubiona piosenka holenderskiej rozgłośni SkyRadio. Moja też.



Internetowe Dzienniki Biegowe
20:36, trawozerca , Myśli
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Kierując się psim zmysłem piękna

Kierując się psią optyką, gdybym był psem, pewnie wyglądałbym tak, jak ten koleś ze zdjęcia.
Uwielbiam psy. Nienawidzę kotów. Ostatnio nawet zauważyłem, że przecież każdy z psów w moim życiu odmienił je w sposób pozytywnie rewolucyjny: Foksterier Bibi, Springer English Spaniel Kerri, Seter Gordon Willma i Golden Retriever Kevin.
Podkochuję się od jakiegoś czasu w psie koleżanki, czarnym jak smoła Labradorze. No i mam poważny, życiowy psi problem do rozwiązania ! ;)

Dobrego tygodnia wam życzę. A odrobina szczęścia i mnie się teraz przyda.

PS. Czemu imiona moich psów nie po polsku? Przecież mówię od lat - nie lubię Polaków! :)

Hau, hau, hau!







Do biegania..... coś z czasów, gdy Michael Jackson jeszcze nie zwariował - "Billie Jean". Stare ale jare.



Internetowe Dzienniki Biegowe
06:20, trawozerca , Myśli
Link Komentarze (4) »
niedziela, 17 stycznia 2010
Rachunki do zapłacenia



...Nic się w życiu nie dostaje za darmo. Za każdy czyn lub jego zaniechanie - wcześniej czy później przychodzi rachunek do zapłacenia. Nie straszę. Konstatuję fakty. Zastanawiam się często, w imię czego tyle od strony zdrowia w swoim życiu w ostatnich latach poprzestawiałem. Odpowiedź znajduję jedną - to odezwała się we mnie chęć życia. Zazwyczaj umiemy docenić, co posiadaliśmy wtedy, gdy już to stracimy. Już Mickiewicz to zauważył ;) Ja odzyskałem zdrowie rzutem na taśmę. Podejrzewam, była to ostatnia na to chwila i następnej szansy bym już nie dostał. Skończyłbym jak Kuroń junior.

Próbowałem znaleźć w sieci jakiś tekst na temat palenia papierosów, który nie będzie napastliwy. Znalazłem taki tekst. Wywiad z 2003 roku z profesorem Witoldem Zatońskim z Centrum Onkologii w Warszawie. Nie zaszkodzi Wam zapoznać się z tą rozmową. Więcej, ja was proszę, abyście ją przeczytali. Zwłaszcza palaczy proszę - przeczytajcie.
Nie ze wszystkim się z profesorem zgadzam. Przede wszystkim uważam, że palenie tytoniu powinno być dozwolone wszędzie i dla wszystkich. Wyjątkiem powinny pozostać nieletni i miejsca, w których przebywają. Dorośli - jestem w swoich przekonaniach konsekwentny - powinni mieć nieograniczoną wolność w decydowaniu o swoim losie. Również w decydowaniu o własnej destrukcji. Antynikotynową histerię panującą od lat w Ameryce Północnej i Europie uważam za zamach na wolność jednostki. Pomimo, że zdaję sobie sprawę ze szkodliwości palenia.

Widzę również dokładnie, że antynikotynizm to w dużej mierze propaganda. Media donoszą że nikt nie pali, że ono jest niemodne. To kłamstwo. Przejdźcie się pod najbardziej wypasione warszawskie licea, to się nauczycie od młodych co jest modne, a co nie jest. Papierosy modne są nie mniej niż wtedy, gdy ja chodziłem do szkoły. Chyba są nawet bardziej topowe, za moich czasów wypadało się z nimi tajniaczyć. Teraz już nie. Dobrze o tym pamiętać.

...Nauczyłem się po latach potykania, że tak jest świat wymyślony, że kolejne pokolenia muszą popełniać wciąż te same błędy, co przedtem ich rodzice. I nic nie można z tym fantem zrobić. Gdyby można było wydłużyć sprawne fizycznie i intelektualnie życie człowieka do lat kilkuset, tysięcy, mielibyśmy - sądzę - raj na ziemi. Bo człowiek z wiekiem uczy się, co dobre, co złe, zaczyna myśleć a w najgorszym razie jedynie kalkulować co mu się opłaci. Zaczyna używać rozumu, zamiast dajmy na to penisa i waginy, co w początkowej fazie życia bywa dość pospolitą praprzyczyną wszelkich wojen, konfliktów i krwawych jatek.

Po co więc ten mój dzisiejszy tekst? Bo marzy mi się, że może chociaż jedną osobę zachęcę do biegania, do pozbycia się kilkudziesięciu kilogramów sadła - nadwagi, do rzucenia palenia, czy do zaprzestania traktowania alkoholu jako jedynego panaceum na problemy. 
Czy są chętni na zmiany - czy też to znowu kolejny dzień tłumu milczących leniuszków ?

Pytam, bo mimo wszystko - mam oczy i widzę: biegam sam. Spotykam mało podobnych do siebie. Nie mogę powiedzieć, żebym nie mógł się opędzić od naśladowców.... nawet w sklepie jestem osamotniony. Większość pali, wpieprza czipsy, zagryza snickersami i popija piwem. Na zdrowie?

Internetowe Dzienniki Biegowe
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 63
| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
O autorze
Zakładki:
... O autorze tego bloga słów kilka:
Archiwum moich notek
Komputerowo ...
Odwiedzam ...
Po godzinach ...
Takie mydło i powidło ...
X ... katolicyzm pozytywnie. I to nie dość że w Polsce to zrozumiale i mądrze.
Xx ... wspomnień dawnych czar ...
Xxx ...moje najpiękniejsze miejsca na Ziemi.





stat4u