środa, 25 maja 2011
Tymczasem....
Witajcie. Piszę krótko, bo obawiam się, że mi któryś inteligentny inaczej administrator Bloxa zechce wykasować bloga jako "porzucony". Blog jest, ja czasowo nie piszę. Ale żyję i mam się dobrze, czego i Wam, Drodzy, życzę z całego serca! :) Pozdrawiam, Af. :)
czwartek, 23 grudnia 2010
A na święta...
Wszystkiego dobrego. Chrissie Hynde z The Pretenders z pisneką "Creep". Na święta i na później. Tam jest wszystko. Merry Christmas. :)
poniedziałek, 06 grudnia 2010
Wierzę w świętego Mikołaja :)
![]() Wszystkiego dobrego dla moich Szanownych Czytelniczek i Czytelników z okazji dnia św. Mikołaja. Pamiętam o was i dziękuję za wszystkie dobre słowa, które przez te lata mi posyłaliście. Oby wam św. Mikołaj, albo inny dobry duszek, sprawił dziś mega przyjemność. Tego życzę, pozdrawiam, pamiętam. af. ![]()
poniedziałek, 29 listopada 2010
Zamknięte do odwołania
![]() Zamykam kramik do odwołania. Telefony od tych, którym dałem numer telefonu odbieram. Maile czytam, staram się też odpowiadać. Nie mam bladego pojęcia, co przyniesie los. Do widzenia, do jutra... lubię ten film... Af.
sobota, 27 listopada 2010
Piosenka dla ciebie
![]() Siedzieliśmy wieczorem na balkonie w teatrze Capitol, paru łez nikt poza nami nie widział. O wszystkim jest w piosence "Wieczny rycerz". O wszystkim.Czarodziejski akordeon, instrument, którego dźwięk pamiętam z dzieciństwa ze szkoły muzycznej, kiedy czekałem na lekcje fortepianu. Dodatkowo utwór instrumentalny na akordeon "Pieśń o sercu". Muzykę do spektaklu znam od roku, po raz pierwszy słuchałem jej przed rokiem u przyjaciół w Warszawie. Nie doceniłem jej aż do wczoraj, kiedy połączyłem muzykę z przedstawieniem. "Idiota" według Fiodora Dostojewskiego. Muzyka: Piotr Dziubek, tekst: Rafał Dziwisz. Posłuchaj piosenki uważnie... W Wrocławiu święta. Spadł śnieg. Dałem starszej pani w przejściu podziemnym pieniądze na jedzenie dla psa. Jakimś dziewczynkom dodałem do biletów na święta do domu. Lubię poruszać się na poziomie wzruszeń. Tak, teraz mam swoje Boże Narodzenie. To moje święta we Wrocławiu. Dziękuję. Wieczorem grzane wino i czekolada na rynku w "Bajkowym lasku", postacie z bajek. Królowa śniegu, Kaj, Gerda... Smutny Andersen. W domu z widokiem na fosę zapaliliśmy na ścianie choinkowe lampki, rozmawialiśmy o życiu do 4 rano. Na deser, z piekarnika, posypana brązowym cukrem odrobina kremu Brûlée ...
piątek, 26 listopada 2010
List z wakacji
![]() Wrocławskie ptaszki lecą nad ulicą Piłsudskiego.... Kochani, Wrocławska część mojej eskapady jest słodka. Zwłaszcza chwile wolne. Za oknem, gdy piszę te słowa, świeci piękne słońce. Chodzę do czadowych teatrów, a w domu gotuję obiadki, biegam po zakupy, odkurzam i szoruję podłogi. Bawi mnie to, bo niektórzy robią tak w życiu "za karę", a ja dla przyjemności zabawy konwencją. Pamiętacie Marysię z filmu Barei? ;) Do tego słucham, jak teraz, piosenek Ewy Bem z lat siedemdziesiątych, piję dobrą kawę, sporo myślę o części mnie, którą zostawiam w Sopocie i w Warszawie. Rzekłbym jednak - to u mnie standard, o którym zainteresowani wiedzą i tak... Pozdrowienia :) Zima na horyzoncie, zaliczam się do mniejszości, która zimę wprost uwielbia.. więc nie mogę się już doczekać tych pięćdziesięciostopniowych mrozów za oknem ;) Zmykam, do później. Adeus papai... :)
środa, 24 listopada 2010
Wrocław: tyle lat czekałem i się doczekałem!
![]() Piszę do was nocą, bo za dnia to mógłbym tylko komórką. Chwilowo przeniosłem się z gór do miasta niezwykłego. Obiecałem napisać, bo o was myślałem dziś spacerując po Wrocławiu. We Wrocławiu jest wszystko to, czego nie ma w Gdańsku. Nie czuję się jak na zesłaniu, a jak w środku Europy. To pierwsza różnica. Dalej, to achy i ochy, bo Wrocław jest PIĘKNY! Mieszkam w starej, przedwojennej kamienicy, obok Konsulatu Niemiec, która przypomina miejsca opisane w „Mistrzu i Małgorzacie”. Powoli dojrzewam, lekko trafiony zakochaniem we Wrocławiu, i jakby mnie tu kto chciał, to może i bym zdradził Sopot. Warszawa jest za duża i bez logicznego uzasadnienia za szybko i za nerwowo się tam żyje. Tutaj jest sporo wolniej, chociaż dziś śpieszyłem się do teatru, pomyślałem o taksówce, przypomniałem sobie o tym, co przecież umiem – więc pobiegłem. Niektórzy dziwnie patrzyli, zwłaszcza patrol policji, zdecydowanie za szybko biegam jak na swoje lata, chociaż, przecież to normalne, że dwa kilometry sprintem przez centrum miasta w godzinach szczytu to dla mnie jak pstryknąć, nawet we Wrocławiu :) ![]() Czuję się przepięknie, chociaż wiem, że znów to zasługa moich przyjaciół, którzy troszczą się o mnie tak, że ech, nie mam słów. Mojemu dziecku opowiadałem wieczorem, że nikt tak o mnie nie dbał od lat. I to prawda. Nie zasłużyłem sobie, myślę, ale czuję się fantastycznie. Może uda mi się pewnego dnia zrewanżować. Bardzo bym chciał. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Dostałem swój prezent pod choinkę w tym roku wcześniej, był zupełnie niezaplanowany, a może przeciwnie, los chciał, aby był? Przecież nic nie dzieje się bez przyczyny. Życie bez przyjaciół jest guzik warte. Czym jestem starszy, tym bardziej doceniam. Ach. Dobrze jest. Bardzo dobrze. Listopadowe Boże Narodzenie? Merry Christmas. Who cares? Whatever... jak dla mnie, szafa gra. Czemu nie? :) ![]() Bardzo tę fotografię lubię. Po dłuższych negocjacjach dodaję zdjęcie z moją wrocławską przyjaciółką Joasią, z którą się znamy od jakichś ...70 lat ;) Usłyszałem, że nikt normalny we Wrocławiu nie robi sobie zdjęć na tle zabytków, no, ale przecież powszechnie i nie od dziś wiadomo że kto jak kto, ale ja nie jestem normalny... :d
sobota, 20 listopada 2010
Sarabanda przy świecach
![]() Kolejny wieczór. Pięknie. Przyjechał do nas w góry wieczorem kompozytor Rafał Augustyn. Dostaliśmy w prezencie jeszcze świeżą płytę, której nie ma jeszcze nawet nie ma w sklepach „Augustyn – Do Ut Des – Music for and with quartet” . Razem z Maciejem Kazińskim, moim serdecznym przyjacielem, grają panowie właśnie, gdy piszę te słowa, na klawesynie i viola da gamba utwory Louis de Caix d'Hervelois. W drewnianym, lekko oświetlonym pokoju błyska kominek, musicie uwierzyć na słowo, że dla muzycznego laika, czyli dla mnie, bo szkoła muzyczna pierwszego stopnia to było w poprzednim wieku, dawno, i nieprawda, to takie piękne chwile jak dziś to przygoda, uwodzenie i uczta dla zmysłów. Myślę, że i wam, taka muzyka i nastrój, i delikatne płomyki ognia w kominku, i sympatia wszystkich, którzy odwiedzają dom moich przyjaciół, by się udzieliła. Chciałbym się jakoś tym, czarodziejskim światem sztuki podzielić, więc chociaż tak, ułomnie, próbuję opisać. Wieczory jak ten dzisiejszy noszę później miesiącami w sercu, i przywołuję dobre wspomnienia.
piątek, 19 listopada 2010
Minorowy wieczór i byczek do śniadania
Mimo, że mieszkam w pięknym miejscu, górskie sny nie są za ciekawe. Minorowe. Zasypiam wpatrując się w ogień kominka, sączy się muzyka Ennio Morricone, a ja zaczynam mówić sam do siebie. To już tak ze mną źle? Chyba nie. Rano patrzę na góry, nikt się nigdzie nie śpieszy, nie czytam gazet, nie zaglądam na Fajsbuka, mam włączony program to poczty i skajpa, ale i tam prawie nikt się nie odzywa. Patrzę więc wieczorami na płomyczki w kominku, i tak, gdzieś o północy, powoli zasypiam. Wczoraj był u nas znajomy, przy kieliszku czerwonego wina opowiadał o chorobie, na którą nie ma lekarstwa, a z którą żona znajomego walczy od dwunastu lat. Koniec jest zawsze taki sam, pytanie - kiedy nastąpi. Człowiek jest w takich sytuacjach kompletnie bezradny. A całe gadanie o empatii w takich sytuacjach o kant stołu potłuc. Nawet nie będę próbować rozwijać tematu, co mi chodziło po głowie słuchając tych opowieści. Zbyt to prywatne, osobiste. To, co dla mnie w życiu jest najważniejsze, najdroższe, to możliwość poświęcenia siebie dla tych, których kocham. Którzy są mi najbliżsi. A kiedy jestem bezradny, i nie mogę zrobić dokładnie nic - to wtedy jestem kompletnie zagubiony. Nie umiem udawać, że tematu nie ma, zamiatać pod dywan i łgać. Może i kiedyś przychodziło mi to wszystko prościej, byłem dawniej bardzo nastawiony na siebie, na swoje ego, wiem, że bywałem dzięki temu nie do zniesienia. Później, z wiekiem, odmieniło mi się, ufam że nieco wydoroślałem i zmądrzałem. Lecz nie na wszystko mam wpływ. Nawet, jeśli intencje są najszlachetniejsze, a myśli dobre i pełne współodczuwania, tak, jak o tym pięknie mówi i naucza Dalajlama... Nie rozwiążę dziś, ani jutro tego tematu, ale się nim z wami dzielę, bo miałem wczoraj bardzo smutny wieczór, a sam temat noszę w sercu od miesięcy. I tak bardzo chciałbym w niektórych sytuacjach na coś się przydać, na poważnie, albo nawet w dziecinny sposób, a czuję, że jestem totalnie bezużyteczny. Bo nie jestem ani lekarzem, ani panem Bogiem i cudotwórcą, a małym, słabym w konfrontacji z chorobą człowieczkiem.... Rano spotkałem przed domem byczki. Podsyłam wam zdjęcie. Może się uśmiechniecie, chociaż dzisiejszy temat traktuję bardzo na poważnie i wcale mi nie do śmiechu...
środa, 17 listopada 2010
|
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
... O autorze tego bloga słów kilka:
Archiwum moich notek
Komputerowo ...
Odwiedzam ...
Po godzinach ...
Takie mydło i powidło ...
X ... katolicyzm pozytywnie. I to nie dość że w Polsce to zrozumiale i mądrze.
Xx ... wspomnień dawnych czar ...
Xxx ...moje najpiękniejsze miejsca na Ziemi.
![]() ![]()
![]()
![]() ![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||